sobota, 27 listopada 2010

Kolejny dzień...

Właśnie leżę u Mirka na kolanach, oglądam coś, nie wiem co to jest. Ruchome obrazy, jakieś odgłosy i slyszę głosy ludzi. Pewnie Mirek zamknął ich w tym kartonie, czy jak to inaczej nazwać. Czuję się trochę lepiej, chociaż nadal dokuczają mi oskrzela. Mirek wytłumaczył mi, że jestem chora i że do wtorku mam brać lekarstwo.
Pierwszy raz jak mi je dał, brzydko pachniało, ale zmieszał je z karmą którą uwielbiam i dałam radę zjeść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz